Dieta bezmięsna – małe kompedium wiedzy i kilka porad

owoce_i_warzywa_2560x1600_011

Może zacznijmy od kilku podstawowych informacji… czym właściwie jest wegetarianizm?

Według wielu praktykujących wegetarianizm jest nie tylko dietą eliminującą mięso, ale również zdrowym trybem życia, opierającym się na swoistych podglądach. Jednymi z najbardziej popularnych odmian wegetarianizmu to z pewnością weganizm, czyli rezygnacja z wszelkich pokarmów pochodzących od zwierząt typu mleko, sery, jajka. Na popularności zyskuje ostatnio również witarianizm, który polega na spożywaniu jedynie surowych produktów odrzucając wszelkie potrawy gotowane.

Na pewno wielu z nas nie wyobraża sobie wykluczyć ze swojej diety mięsa i innych produktów odzwierzęcych. Jednak, jeżeli ktoś planuje przestawić się na wegetarianizm powinien potrafić dobrze zbilansować swoją dietę, w prawidłowy sposób zastąpić produkty, które chce wyeliminować z jadłospisu. Jakie są zatem za i przeciw? Tematem dzisiejszego wpisu jest wywiad z Alą, która przez kilka lat praktykowała właśnie taki styl życia. Zadałam jej kilka pytań, na które jak mi się wydaje odpowiedziała konkretnie i wyczerpująco :)

Zaczynamy!

1. Skąd wziął się pomysł, by przejść na dietę wegetariańską? Co Cię do tego skłoniło?

Pomysł na przestawienie się na dietę wegetariańską zaczął się od zainteresowania zdrowym stylem życia. Już prawie 7 lat temu szperanie w Internecie w poszukiwaniu informacji o zdrowej żywności stało się dla mnie rzeczą normalną, potrafiłam całymi godzinami czytać przeróżne artykuły na temat szkodliwości dodatków, które producenci dodają do żywności. Zaczęłam czytać etykiety produktów w sklepach. Miałam nawet wydrukowaną całą czarną listę substancji dodawanych do żywności i odkładałam na półkę każdy produkt, który zawierał chociażby jeden z tych składników. Z czasem ostawiłam także mięso, ponieważ zdałam sobie sprawę, że jadłam go zdecydowanie za dużo. Poza tym czułam się ciężko po jedzeniu. Byłam ospała, zmęczona, źle sypiałam. Chętnie spędzałam czas w samotności, w swoim pokoju, nie lubiłam wychodzić do ludzi. Miałam zaledwie 17 lub 18 lat.

2. …a potem wprowadzenie diety wegańskiej.

Tak, dietę wegańską zdecydowałam się wprowadzić, gdy informacje o szkodliwości nabiału, mięsa i glutenu zaczęły się rozpowszechniać i znajdowałam ich w Internecie całe zatrzęsienie. Postanowiłam więc odstawić także nabiał i obserwować reakcje organizmu. Oczywiście, miewałam swoje słabości takie jak nutella, lub sery, po jedzeniu których miałam wyrzuty sumienia i faktycznie odbijało się to na moim wyglądzie i samopoczuciu. Jednak jedząc całkowicie wegańsko i regularnie zaczynałam czuć się wreszcie coraz lepiej, miałam więcej chęci do życia i więcej energii. Po 2 latach samotnych kontemplacji zaczęłam znów wychodzić do świata i na nowo odkrywać jego piękne strony. Zdałam sobie wtedy sprawę jak źle musiało ze mną być, wcześniej czułam się bardzo depresyjnie i nie miałam na nic ochoty, jednak na tym etapie wreszcie to się powoli zmieniało.

3. Jak zareagowała Twoja rodzina i najbliższe otoczenie na to, że zmieniłaś sposób żywienia?

Początkowo reakcja rodziny była twardym orzechem do zgryzienia. Spodziewałam się komentarzy w stylu „dbiło ci?”, „to co ty teraz będziesz jadła, trawę?” lub „spokojnie, szybko ci przejdzie, jeszcze zatęsknisz za mięskiem” i faktycznie je słyszałam przy każdej możliwej okazji. Było to dla mnie dość uciążliwe, ponieważ nie otrzymywałam żadnego wsparcia ani zrozumienia ze strony rodziny, wręcz przeciwnie – moje decyzje spotykały się z wieczną krytyką. Początkowo było to bolesne, szczególnie w moim depresyjnym stanie, jednak ja uparcie, być może nawet trochę na przekór, szłam swoją drogą i z biegiem czasu przestawałam zwracać uwagę na złośliwe komentarze. Stało się to dla mnie tak normalne, że zaczęłam podchodzić do tego z żartem albo po prostu machałam ręka. Reakcja przyjaciół i znajomych była znacznie mniej dramatyczna, co mnie ucieszyło. Oczywiście, słyszałam czasami żarty na temat moich poglądów, jednak nie przywiązywałam do nich większej uwagi, no chyba, że ktoś był na tyle uparty, by drążyć temat i prowokować. Wtedy mój cięty język reagował, czasem bezwiednie :)

4. Czy zmiana diety wymagała od Ciebie jakiegoś specjalnego przygotowania?

Myślę, że miałam o wiele łatwiej niż osoba, która przypuśćmy decyduje się na weganizm z dnia na dzień. U mnie to był cały proces asymilacji, który trwał ok 2 lata. W tym czasie mój mózg pochłonął mnóstwo informacji na temat diety, które stopniowo wprowadzałam w życie. Byłam na tyle zdeterminowana, aby zmienić swoje życie na lepsze, że wiele myśląc, po prostu to robiłam. Na pewno każda dieta wymaga wcześniejszego przygotowania i przede wszystkim chęci. Pomagają w tym książki, Internet oraz wdrażanie się w grona społecznościowe ukierunkowane na daną dietę/poglądy/styl życia. Od siebie mogę polecić książkę napisaną przez weganina, ultramaratończyka, którego miałam przyjemność poznać osobiście, a jest nim Scott Jurek – amerykanin z polskimi korzeniami. Książka nosi tytuł „Jedz i biegaj” i zawiera w sobie sporo porad i przepisów na pożywne, zbilansowane dania wegańskie. Jeżeli chodzi o wdrażanie się w grupy społecznościowe to ogromnym ułatwieniem był dla mnie Facebook, gdzie znalazłam grupę warszawskich wegan i zostałam w niej powitana z wielkim entuzjazmem. Można zwrócić się tu o pomoc do doświadczonych ludzi, wegan z długoletnim stażem i otrzymać wyczerpującą odpowiedź.

5. Wiem, że dieta „bezmięsna” wymaga dobrego zbilansowania, jak udawało Ci się zastąpić mięso i produkty zwierzęco-pochodne?

Krąży wśród ludzi mit niedoboru białka, żelaza, wapnia w diecie wegańskiej, jednak tak jak już wspomniałam – jest to mit. Produkty odzwierzęce łatwo zastąpić roślinnymi. Każde warzywo, każdy owoc zawiera białko. Przykładowo dobrym źródłem białka są rośliny strączkowe oraz zielone np. liściaste warzywa. Sporo tego składnika zawierają również nasiona oraz orzechy. Jeżeli chodzi o wapń, to niestety muszę zmartwić osoby, które uważają, że produkty mleczne dostarczają im tego minerału. Absolutnie tak nie jest, a nawet wręcz przeciwnie. Najnowsze badania naukowe dowodzą, że nabiał poddany wysokiej temperaturze jest silnie kwasotwórczy oraz wypłukuje wapń z organizmu. Widziałam wykres, który pokazywał odsetek zachorowalności na osteoporozę na całym świecie. W krajach azjatyckich, gdzie spożycie nabiału jest znikome, ten odsetek jest bardzo mały. Jednak w Europie oraz w Stanach co druga osoba po 60 roku życia choruje na osteoporozę. A przecież Polacy, Francuzi i Amerykanie tak uwielbiają nabiał. Dla mnie to wystarczający dowód. Polecam sezam oraz białą fasolę, jeśli szukacie wapnia. Jeszcze jednym kontrowersyjnym składnikiem w diecie wegańskiej jest witamina B12. Otóż uznawana jest ona powszechnie za witaminę, która znajduje się tylko w produktach odzwierzęcych i weganie muszą ją sztucznie suplementować. Jednak skąd ona bierze się w mięsie ? Krowy oraz świnie same jej nie produkują. Tak samo jak u człowieka jest ona magazynowana w wątrobie i naturalnie dozowana w odpowiednich dawkach do organizmu. Jest to witamina „brudu” produkowana przez bakterie i drożdże. Znajduje się na powierzchni roślin, które zajadają zwierzaki w naturalnej postaci. Niedobór witamy B12 dotyczy niestety również osób regularnie spożywających mięso i nabiał. Dzieje się tak dlatego, że gleba jest bardzo wyjałowiona przez ciągłą eksploatację. Tego składnika jest bardzo mało we wszystkich produktach spożywczych, dlatego miłośnikom mięsa również polecam kontrolę poziomu witaminy w organizmie.

6. Miałaś chwilowy epizod z witarianizmem, czyli surową dietą. Dlaczego tylko chwilowy?

Surowa dieta jest bardzo wymagająca. Polega na spożywaniu pokarmów roślinnych w ich naturalnej formie. Oczywiście nie mówię tu o jedzeniu surowej fasoli czy ziemniaków, ponieważ są to produkty, które nie nadają się do spożywania na surowo. Mowa o owocach, warzywach, nasionach, orzechach oraz kiełkach. Witarianizm dopuszcza podgrzewanie potraw do ok 40 stopni, tak aby nie zniszczyć enzymów w nich zawartych. Można suszyć, miksować, kiełkować, ale nie gotować. Nie przetwarzane pokarmy są najbardziej wartościowe i odżywcze ze wszystkich i mam tu na myśli odżywianie ciała na poziomie komórkowym, tu nie chodzi o zapełnianie żołądka. W związku z moim wciąż kiepskim, mimo, że ciut lepszym na tym etapie samopoczuciem, postanowiłam zrobić kolejny krok do przodu i dać szanse witarianizmowi. W tym samym czasie dostałam pracę w pierwszej restauracji witariańskiej w Polsce. To było radykalne posunięcie, z dnia na dzień wprowadziłam surowiznę do diety i zaprzestałam jedzenia gotowanego. Mijały kolejne dni, a ja czułam się znacznie lepiej i wyglądałam lepiej. Poprawiła mi się cera, włosy, paznokcie, wreszcie byłam pełna energii. Rano budziłam się wypoczęta i podekscytowana każdym kolejnym dniem. Obserwowałam jak ciało samo się leczy oraz jak poziom energii wzrasta z dnia na dzień. Pamiętam, że pewnego dnia dokonałam niesamowitej obserwacji. Czułam się tak świetnie, lekko i komfortowo ze sobą i swoim ciałem, jakbym miała 7 lat. Czułam się bardzo świeżo, jeśli można to tak określić i było to dla mnie wspaniałe uczucie. Praca dawała mi możliwość jedzenia surowizny, miałam zapewnione posiłki, więc nic więcej nie było mi trzeba do szczęścia. Ten epizod skończył się wraz z zamknięciem restauracji i stratą pracy. Witarianizm nie jest jeszcze na tyle popularny w Polsce, aby taka knajpa ściągała do siebie tłumy klientów. Biznes był zwyczajnie nieopłacalny, więc właściciel postanowił zamknąć lokal. Jeszcze przez pewien czas starałam się jak mogłam sama przygotowywać sobie dania lub nawet jeść bardzo proste monoposiłki (cały posiłek z jednego składnika np. 10szt bananów), ale bardzo cierpiał na tym mój portfel. W miarę możliwości starałam się kupować ekologiczne produkty, jednak moje zasoby finansowe stale się kurczyły i pożywienie stanowiło 3/4 wydatków. Musiałam powrócić do gotowanego, przynajmniej częściowo, ponieważ nie chciałam całkowicie rezygnować z moich nawyków żywieniowych. Zjadałam surowe śniadanie, obiad w połowie surowy, w połowie gotowany i gotowaną kolację. Wciąż czułam się świetnie.

7. Nie odbiło się to na Twoim zdrowiu? Jak nowa dieta wpłynęła na Twoje ogólne samopoczucie?

Wręcz przeciwnie, tak jak wspomniałam wcześniej zmiana diety i podejścia do żywienia uleczyła mnie zarówno fizycznie jak i mentalnie. Wcześniej zmagałam się z tak zwanym kompulsywnym jedzeniem, czyli jedzeniem pod wpływem emocji. Całkowicie się tego pozbyłam, mój stosunek do żywienia zmienił się o 180 stopni. Nauczyłam się szacunku do siebie samej i do swojego ciała oraz wdzięczności za to co przyniosło mi to wieloletnie doświadczenie.

8. Dlaczego jednak wróciłaś do swoich dawnych nawyków żywieniowych?

Do moich poprzednich nawyków nie wróciłam i wiem, że tak już pozostanie. Nabiału nie jadam wcale, ponieważ moje ciało źle na niego reaguje. Mięso rzadko – raz, dwa razy w tygodniu i jem je z wielką radością, ponieważ zupełnie zmieniłam moje spojrzenie na dietę. Kiedyś zjadanie posiłku było dla mnie przymusem, po którym czułam się kiepsko. Teraz nabrało ono dla mnie nowego wymiaru, stało się dla mnie wyborem, Uwolniłam się z pułapki swojego umysłu, za co jestem bardzo wdzięczna.

9. Co poradziłabyś osobom, które planują wprowadzić zmianę w swoim żywieniu w postaci wyeliminowania mięsa, nabiału i innych produktów odzwierzęcych?

Polecam spróbować i obserwować reakcje swojego organizmu na różne kombinacje. Nigdy się nie dowiesz czy coś jest dla Ciebie dobre lub nie, jeżeli nie spróbujesz. Nie ma się czego bać. Może się okazać, że uzdrowisz samego siebie tak jak miało to miejsce w moim przypadku :)

Mam nadzieję, że wpis okazał się pomocny. Chętnie poczytam wasze opinie na  temat diety wegetariańskiej :)

 

Pozdrawiam

Emiliowe love

shutterstock-226340443-32505b038,630,0,0,0

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook